Jeśli drogi czytelniku chcesz dowiedzieć się dlaczego ich nie lubię, to musimy się cofnąć do ich początków. Tatuaże były wykonywane w obrzędach plemiennych, a jak wiadomo już nie walczymy na patyki i nie gwałcimy innych plemion, bo ewolucja spowodowała, że zmądrzeliśmy. Jednak nadal są ludzie na poziomie ludu plemiennego, którzy dają się wytatuować. W mojej opinii osoba, która daje nanieść na swoje ciało tatuaż, jest właśnie na poziomie takiego plemiennego Buszmena.
Dla mnie niezależnie od tego czy tatuaż robi "artysta" czy więzień maszynką prowizoryczną drugiemu więźniowi, to dal mnie nadal człowiek który daje na siebie nanieść te "dzieło", jest na poziomie plemiennego Etiopczyka.
Jedyną formą znośnego przeze mnie tatuaży, jest "tatuaż marynarski", bo on ma jakieś potwierdzone znaczenie. Ewentualnie w grę jeszcze wchodzi swastyka na neonaziście, ale jacy oni są to raczej każdy ma opinię wyrobioną i właśnie to też ludzie na poziomie Buszmena.
I nie próbujcie mi wmówić, że tradycję trzeba kontynuować, bo jakoś nie widzę, żeby któryś z posiadaczy tatuaży ze względu na kontynuowanie tradycji, kontynuował rytualne mordy.
Tatuaż to znamię na całę życie, znamię tego że jest się na poziomie etiopskiego plemiennego buszmena.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz